Zainwestowałam ostatnio w produkty do ust, ponieważ brakowało mi czegoś bardzo trwałego, a jednocześnie subtelnego i nadającego kolor. I sama nie wiem jak , ale moje oczy powędrowały do szafy MANHATTANU tam natknęłam się na pomadko-szminko (coś), co niesamowicie przykuło moją uwagę.
Bardzo spodobała mi się konsystencja - taka piankowo-pudrowa (nie spotkałam się jak do tej pory z takim czymś, ciężko mi to opisać). Ale zrezygnowałam z zakupu, ponieważ cena 14.99 zł za sztukę nie przemawiała za mną.
Po powrocie do domu zaczęłam przeglądać allegro i jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam te same produkty w cenie 5.99 zł za sztukę!
No i wybrałam dwa odcienie - 54L oraz 53M. Oznaczenia dziwne jak dla mnie, ale niech są.
Jestem w ciężkim szoku dziewczyny. Mam je od niedawna, więc proszę nie tratujcie mojego zdania jak wyroczni, bo jeszcze wszystko się może zdarzyć. Natomiast to jak te cudeńka rozprowadzają się na ustach, i jak są trwałe skubańce przeszło moje oczekiwania!
Toż to nie do zdarcia. Jadłam, gadałam, piłam a to cały czas na moich ustach było! Mega pozytywnie mnie zaskoczyli!!
Oczywiście na recenzję za wcześnie, ale jak będzie tak dalej, to na pewno wrócę na stronę allegro i zakupię dodatkowe kolory :))).
Ubolewam tylko, że w skład serii wchodzi tak mało odcieni i większość jest ciemna...
Spotkałyście się z tymi lipcremami? Byłyście/ jesteście zadowolone z nich?
Ja dawno nie byłam tak zadowolona z produktu kolorowego do ust :))
Buziaki
M.